|
księga gości |
co słychać?
doszłam do wniosku, że pisanie bloga w takiej standardowej formie już mnie kompletnie nie kręci. nie mam zupełnie ochoty pisać o tym co u mnie słychać, opisywać ze szczegółami co mi się przytrafiło, co jadłam, co mnie boli, czego się boję a co bym chciała.. chyba z tego wyrosłam po prostu :) tak dawno nie dodałam nic, że nie wiedziałam że tak zmienili tę stronę do edytowania - aż się połapać nie mogłam jak się toto obsługuje ;P chyba jedyną funkcją tego bloga teraz może być zamieszczanie różnych odnośników do rzeczy, które mnie fascynują/ciekawią/przykuły moje oko lub ucho :) a że ostatnio poznałam dużo nowej, fajnej muzyki, to się podzielę, a co! niech żyje youtube!
najpierw francuszczyzna. chodzę od jakiegoś czasu na konwersacje no i Romain, z którym te właśnie konwersacje mam raczy mnie prawie co tydzień jakąś francuską piosenką. z rozumieniem tychże jest ciężko (ogarniam coś dopiero jak da mi tekst po pierwszym wysłuchaniu :)), ale za to często są naprawdę świetne. i tak poznałam pana, który zwie się Miossec (bardzo sentymentalne piosenki, słuchaliśmy akurat tej - bardzo ładna, w ogóle ta płyta (Brule) jest niezła, ale jak ściągnęłam inną to trochę mniej mi się podobała. następne odkrycie: Camille (słuchaliśmy Ta douleur, ale reszta z płyty Le fil też jest bombowa, dziewczyna ma fanstastyczny głos i wykorzystuje go nie tylko do śpiewana - wydaje z siebie mnóstwo niesamowitych dźwięków, na koncertach często zastępując instrumenty - np. tu ; fajne też jest Au port). mogłabym dac linki do wszystkich jej piosenek, no ale to tak tylko na zachętę, jak się komuś spodoba, niech szuka dalej sam :) no i z francuskich odkryć to na koniec jeszcze najlepsze - Hocus Pocus - grupa hip hopowa z Nantes. świetna muzyka (żywe instrumenty! miks hip hopu z jazzem, soulem, funkiem i nie wiem czym jeszcze - czyli to co lubimy najbardziej!), mądre teksty (no i je rozumiem! dzięki temu że rapując ludzie w miarę normalnie akcentują, a śpiewając tak dziwacznie że nie rozpoznaję znanych mi nawet słów) - takie iroczno-krytyczno-zabawne (rochę mi się z Łoną skojarzyło..) no i last but not least - fantastyczne teledyski (zobaczcie sami: tu, tu, tu i tu - nie mogłam się zdecydować który najlepszy :P) drugim źródłem moich nowych muzycznych fascynacji jest praca w samych fusach - współpracownicy pusczają naprawdę świetną muzyką - stąd znam Beirut, Coco Rosie, i tu też one - świetny występ w tv; dzięki temu lepiej poznałam Manu Chao, który pewnie dla nikogo nie jest odkryciem, ale ja wcześniej znałam może z 1 piosenkę) to na razie tyle. na razie tylko muzycznie, bo na ksiązki i kino mam ostatnio jakoś mało czasu. udało mi się, dzięki chorobie, obejrzeć dwa dawno nagrane filmy - Blow i Gorzkie gody. wporzo, ale bez rewelacji. poza tym, że Johny Depp to Johny Depp i zawsze warto :) no a czytam "Mcdonaldyzacja społeczeństwa" George'a Ritzera, ale wolno mi idzie, bo w międzyczasie trzeba podręcznik do antropologii, no i teksty: Bourdieu, Malinowskiego, Levi-Straussa, Foucault, Radcliffe'Browna i innych mądrych panów, choć nie zawsze umiejących przystępnie swoje myśli wyłożyć :P czasem głowa puchnie, ale może to dobrze, w końcu puchnie od erudycji ;) a tak serio, to po prawie dwóch latach socjologii naprawdę czuję, że dużo już wiem. na razie w większości to teorie, ale praktyka też już się zaczyna - robimy badania :) a DKF zawieszony do października jakby ktoś pytał. bagatela 2008-04-27 20:45:10 skomentuj (0) (bez tematu) blog umiera śmiercią naturalną, ale w sumie trochę mi go żal. w końcu to ładnych parę lat. a co poniektórzy ciągle tu zaglądają z nadzieją na jakieś nowe wieści. ostatni raz pisałam coś tu przed wakacjami - a teraz wakacje i nasza mega podróż są już wspomnieniem. jest zimno, choć jeszcze nie szaro, ale liście już spadają i zaraz nastanie typowa listopadowa szaruga. a potem będzie grudzień, święta.. strasznie prędko ten czas zaczyna pędzić, za miesiąc moje 20-ste urodziny, już nie -naste, ola boga! choć czy to coś zmienia w ogóle? może uświadamia mi, że młodość nie trwa wiecznie i kiedyś wreszcie trzeba będzie coś z tym życiem zrobić, zdecydować, wybrać? doskwiera mi ta świadomość, spycham ją gdzieś, ale wciąż wyłazi, uwiera, swędzi.. "weź życie w swoje ręce" itd - nienawidzę tych sloganów, jakie życie? w ręce? brr ale bardzo mi dobrze ostatnio, momentami mogę chyba nawet powiedzieć, że jestem szczęśliwa. a przy okazji zapraszam: co piątek, o 19:15 w Domu Sztuki przy stacji metra Ursynów, ul. Wiolinowa 14, puszczamy przeróżne filmy (jako Dyskusyjny Klub Filmowy Socjologów "Pod Spodem") w najbliższy piątek - "Miłość blondynki" więcej TU pozdro600 bagatela 2007-11-05 12:12:50 skomentuj (1) pamparam piszę, właściwie tylko po to żeby nie skasowano bloga. nareszcie zaczęłam pracę :] po długich stresach związanych z jej szukaniem, roznoszeniem CV po kawiarniach i innych takich, wreszcie zaczęłam zarabiać kasę na nasz mega wyjazd. bo już chciałam się poddać i w ogóle nie jechać, no ale pojadę. i tak się będę musiała u Karo zapożyczyć, i odpracować w sierpniu/wrześniu. pracuję w Samych Fusach, na razie na zmywaku ale jest spoko, miła atmosfera, pracuję z fajnymi ludźmi. dopiero 2 dni co prawda ale myślę że dam radę. choć po dwóch 10-godzinnych dniach pracy moje stopy nie pamiętały jak się nazywają :] ale może się przyzwyczaję. dziś jedziemy z Adasiem na działkę się relaksować a pisanie pracy z KTSu wciąż spycham w głąb świadomości, to kolejna rzeczy która mnie przerasta więc ją chowam. ale w końcu wylizie na wierzch i będzie dramat.. ech. no to tyle, idę jeść. bagatela 2007-04-30 11:58:36 skomentuj (0) no i wiosna (niby) moja aktywność na tym blogu prawie całkiem zamarła, postanowiłam więc coś tu napisać zanim mi skasują ten cały interes jutro pierwszy dzień wiosny w kalendarzu a za oknem dupa, a dokładnie deszcz i zimno. ale i tak uczynię zadość tradycji Dnia Wagarowicza i nie pójdę na jedyne zajęcia które mam w środy czyli angielski socjologia ciągle mnie nudzi, ale ogólnie studiowanie miło płynie - to głównie zasługa fajnych ludzi, no i też tego, że się we mnie obudził jakiś społeczniak, czego w życiu bym się po sobie nie spodziewała. po pierwsze, nareszcie jestem w DKFie. w tym tygodniu jest 10-lecie, i się przyczynię do organizacji bankietu robiąc kanapki, ha! poza tym jeszcze działam w samorządzie UW (co już zakrawa na absurd, bo przecież słowo samorząd zawsze przyprawiało mnie o mdłości i alergię) - załatwiamy wejściówki od teatrów w zamian za ich reklamowanie na UW.. oprócz tego chodzę też do kina, na inne niż nasz DKFy, nagrywam nałogowo filmy z TV a potem ich nie oglądam z braku czasu.. no i jestem spłukana, więc wyprzedaję na allegro jakieś sprzęty mojego taty których chce się pozbyć (może ktoś się skusi - obiektywy, lampy błyskowe, kable..). a w ogóle to na wakacje potrzebuję duuużo hajsu. bo planujemy podróż samochodem po Europie z dziewczynami, a oprócz tego żagle z ziomami. może ktoś ma 3000zł na zbyciu? nie wiem jak ja to zarobię i kiedy, ale może jakoś to będzie :] (tak, nie ma to jak wmusić w siebie optymizm) sesję zaliczyłam za pierwszym podejściem, hurra! Olszas się zadomowił za oceanem i nie odzywa do starych przyjaciół, trochę przykro, ale co począć.. [edit: trochę się zrehabilitował, gadałam z nim ostatnio na Skypie no i wysłał zdjęcia pokoju. no i mam OBIECANY komiks-fotostory oraz filmik-wycieczkę po kampusie.] a z Adasiem coraz lepiej :) bagatela 2007-03-20 20:31:44 skomentuj (1) |